Szukaj na tym blogu

czwartek, 11 czerwca 2015

21 czerwca - Międzynarodowy Dzień Yogi

 
NAMASTE
21 czerwca - Międzynarodowy Dzień Yogi
 
Yoga to nie tylko ćwiczenia... Yoga uosabia harmonię między człowiekiem a przyrodą, uosabia jedność umysłu i ciała, myślenia i działania, powściągliwość
i spełnienie oraz holistyczne podejście do zdrowia i dobrego samopoczucia.

Yogą parę lat temu zainspirowała mnie Wai Lana.

21 czerwca jest Międzynarodowym Dniem Yogi.
Na tą okazję mamy piękne video, z piękną muzyką, śpiewem i słowem NAMASTE w wykonaniu Wai Lany.
Ludzie z całego świata jednoczą się we wspólnym braterstwie.
Na filmiku zobaczymy  USA, Kanadę, Meksyk, Filipiny, Indie, Chiny, Rosję, Australię, Nową Zelandię, również Polskę, Ukrainę i jeszcze kilka krajów.

Co znaczy Namaste?

Wypowiadając Namaste przyjmujemy ręce złożone jak do modlitwy, palcami wskazującymi do góry, na wysokości czakry serca (siedziba boskości w człowieku), robimy skłon i wypowiadamy piękne słowo pozdrowienie - NAMASTE.
/Boskość we mnie pozdrawia Boskość w Tobie/.
Ten sam gest można przeprowadzić w ogóle się nie odzywając, co ma takie samo znaczenie jak wypowiedzenie słów.

Namaste jest tradycyjnym indyjskim powitaniem, pozdrowieniem. Ma jednak bardziej głęboki, duchowy sens. To piękne słowo wyraża Bezwarunkową Miłość.

Znaczenie:
Moja dusza rozpoznaje Twoją duszę, oddaję pokłon światłu, miłości, pięknu, prawdzie i dobroci, które mieszkają w Tobie, bo są one także we mnie. Gdy dzielimy się nimi, nie ma między nami dystansu, ani różnic, jesteśmy tym samym, jesteśmy Jednością.

***
“Namaste” yoga music video in celebration of
 1st International Yoga Day on June 21.
Enjoy and Share!


https://youtu.be/y8gPzYEt4U8

Namaste
Chylę głowę przed Tobą
mój przyjacielu
Namaste
Namaste

Daję Ci moje wyrazy szacunku
mój przyjacielu
Namaste

Jesteśmy dziećmi świata
I to do nas należy troszczyc się o siebie wzajemnie

Wszyscy jesteśmy częścią jednej wielkiej rodziny
Jesteśmy braćmi i siostrami czy widzisz
Namaste Namaste Namaste

Razem możemy coś zmienić
Wypełnić świat pokojem i harmonią
To zależy tylko od nas

Jesteśmy dziećmi świata
Szacunek dla wszystkich
Dużych lub małych
Tolerancja i dobroć
Jak drzewo

Możemy być
małymi światełkami
Razem jasno świecącymi
Oświetlając świat

Jesteśmy dziećmi świata
I to do nas (Namaste) należy dbać
(Namaste) jeden o drugiego (Namaste)

Wszyscy jesteśmy częścią jednej wielkiej rodziny
Jesteśmy braćmi i siostrami czy widzisz.
 
***
Jeśli chcesz - podziel się z innymi.
 

poniedziałek, 2 marca 2015

Artystycznie, smacznie i zdrowo - Owocowe Mandale

 
Owocowe Mandale

Talerz z owocami lub z sałatą warzywną w formie mandali? Ostatnio takie rzeczy mnie bawią.


Zawsze podobały mi się mandale. Przykuwały moją uwagę, ale nigdy nie przychodziła mi myśl, aby stworzyć własną mandalę. Oglądając piękne poduszkowe poszewki z misternie wyszytymi mandalami, które własnoręcznie wykonała Irenka, mandalowe ziarno zostało posiane w mojej głowie..
Od tego momentu zwracam szczególną uwagę na mandale. Zauważyłam, że w wielu rzeczach, które wykonuję, moje myśli idą w kierunku tworzenia w formie mandali. Np. posiłek na talerzu, ułożenie warzyw czy owoców.



Zauważyłam również, że tworzenie mandali to naprawdę świetna, kreatywna i relaksująca zabawa.
Dzieci to lubią, dorośli również.
Mandale owocowe, ze swymi naturalnymi kolorami, świeżością, to również świetny sposób, aby zachęcić dzieci (i dorosłe dzieci również) do poznania bogactwa jakie ofiaruje nam Natura, a także do spożywania owoców i warzyw, przy tym dobrze się bawiąc.

Całość tutaj:
link
_________________________

piątek, 6 lutego 2015

Only Love is Real

 
Only Love is Real

Tylko miłość jest prawdziwa - nawet wroga pokonasz miłością.


 
Życie  to pieśń - Miłość to liryka.

Only Love is Real
 tą przepiękną, nastrojową, romantyczną piosenkę dedykuję mojemu przyjacielowi Issacowi, jako wyraz wdzięczności za piękną, inspirującą poezję (ja kocham poezję).   Isaac prowadzi bloga z własną poezją i malarstwem  w temacie - Only Love is Real
http://mimismoyyo.blogspot.com/


http://youtu.be/PNK1Hq8CrEg

Only Love is Real
 
In the stillness of the night,
we are holding each other tight
Your heartbeat is all I hear,
Your touch is all I feel.

In the silence of the night
I could only feel that it's right
though times life could be unkind
I know I will be fine.

Could this love so truely
that we could always be together
Only Love is Real

Don't you, don't you,
don't you ever hurt me
hurt this fragile
heart of mine.

Could this love so strongly
that we could always be together
Only Love is Real.

Oh my love....
Don't make me shed a tear.

Once I had a broken heart
never thought of having to part
The day you came into my life
I know love is right.
 
 

Tylko miłość jest prawdziwa!
 Only Love is Real

Gracias Isaac!
Let Love te guíe siempre.

http://mimismoyyo.blogspot.com/
 
Amor que vuela en cascarones de nubes,
amor que trasciende todos los espacios,
amor que derrota al tiempo
amor que somos...
 
Love shells flying in clouds,
love that transcends all spaces,
love that defeats the time
love that we are ...
PEACE & LOVE
Isaac A. G. Devis
 

środa, 5 listopada 2014

List otwarty dr Wojciecha Ozimka

List otwarty dr Wojciecha Ozimka - znanego i szanowanego w Polsce pediatry i parazytologa

Witam,

Dziękuję za zainteresowanie tematem pasożytów. Dziękuję wszystkim pacjentom, przyjaciołom oraz kolegom lekarzom weterynarii za inspirację, cenne informacje i konstruktywną krytykę, dzięki którym ten tekst mógł powstać. Przez wiele lat społeczeństwo było informowane, że problem pasożytów w naszej strefie klimatycznej praktycznie nie istnieje, natomiast przyczyny wielu chorób po prostu nie są znane. A co, jeśli właśnie pasożyty są wyjaśnieniem zagadki przyczyn wielu z nich? Niestety kwestia zakażeń pasożytami, skali ich występowania oraz ich szerokiego patogennego znaczenia nie istnieje również w świadomości lekarzy tzw. „głównego nurtu” i to nie tylko wśród lekarzy pediatrów, dermatologów czy alergologów ale także immunologów, pulmonologów, onkologów a nawet specjalistów chorób zakaźnych i pasożytniczych. Dlaczego tak jest ? Nie wiem. Należałoby zapytać wyżej wymienionych.

Ignorancja i zadufanie części środowiska lekarskiego w temacie pasożytów wbrew statystykom WHO (Światowej Organizacji Zdrowia) będzie prawdopodobnie trwało jeszcze długo. Co by nie mówić i nie pisać dzisiejsza medycyna i lekarze widzą jedynie alergie a przypadku drobnoustrojów głównie wirusy i bakterie, a pozostałych pasożytów ? nawet nieznacznie większych jak np. pierwotniaki, często nie zauważają i nie biorą pod uwagę. Z drugiej strony trudno im się dziwić. Nauczeni wierzyć naszym zmysłom (choć już Kartezjusz nie chciał na nich polegać), nazywamy rzeczywistymi rzeczy, które możemy powąchać, dotknąć, usłyszeć, poczuć, zobaczyć. Jednak na przykład to, co widzimy jako czerwień, to tylko fale elektromagnetyczne, które dopiero w naszej głowie odwzorują taki kolor. To nasz mózg sprawia, że zmiany ciśnienia powietrza odbieramy jako piękną muzykę. Widzimy to, czego nie ma, a nie widzimy tego, co jest . A przecież niektóre zewnętrzne objawy zakażenia pasożytami są wysoce swoiste i sugestywne. Należy do nich: powolny wzrost, niedorozwinięte płatki uszu, krótkie palce u rąk tj. długość palców krótsza od długości dłoni i/lub palec serdeczny dłuższy od środkowego, wąskie czoło, rzadkie włosy, wypadanie włosów, jedno oko różne od drugiego etc. Przerażające jest to, że takie objawy obserwowałem nawet przy przewlekłej owsicy a przecież owsik jest uważane za małego sympatycznego robaczka wręcz odwiecznego przyjaciela dzieci? Dlatego najlepiej dogaduję się z weterynarzami – „uczymy się od siebie wzajemnie „.

Dr Mikołajewicz a wcześniej Dr Wartałowska były pierwszymi lekarzami, którzy tak otwarcie mówili o powiązaniach pomiędzy zakażenia pasożytami i różnymi postaciami alergii i innych przewlekłych chorób. Jestem bez wątpienia kontynuatorem ich koncepcji ale szczerze, idę jeszcze dalej uważając, że nie tylko alergologia ale także onkologia to w znacznym stopniu tylko gałęzie parazytologi. Uważam także , że pasożyty prowadzą do istotnych zaburzeń odporności oraz wielu chorób autoimmunologicznych . Zacznijmy od pierwotniaków. Ich „niewidzialny świat” jest zwykle zupełnie ignorowany przez lekarzy.A przecież są one posądzane o naprawdę pokaźną ilość chorób. Większość z nich jest niewidoczna gołym okiem. Niektóre potrafią żyć nawet wewnątrz naszych komórek, inne z kolei się nie zauważa, co doprowadza do mylnej diagnozy. Na przykład uważany za „nieszkodliwe i łatwe do wytępienia „zwierzątko” rzęsistek pochwowy potrafi przyjmować formę bardzo zbliżoną wyglądem do płytek krwi. Miałem już kilkunastu pacjentów z bardzo wysoką ilością płytek krwi przy braku innych istotnych zaburzeń w obrazie krwi obwodowej. Oprócz ostrych infekcji, powodujących nasilone objawy (ameboza, lamblioza, leiszmanioza itp.) wiele powoduje subklinicznie przebiegające choroby, których człowiek prawie nie zauważa lub do końca życia nie zdaje sobie sprawy z ich istnienia i powolnego, niszczącego wpływu.

Wśród ludzi krąży powiedzenie, iż prawie każdy z nas ma raka, który czeka tylko na uaktywnienie. Być może właśnie rzęsistek, który jest pierwotniakiem, a posiada go według niektórych źródeł ponad 80% ludności świata, jest wyjaśnieniem tego powiedzenia. O rzęsistku najwięcej chyba piszą obecnie dwie osoby: rosyjska biolog Olga Swiszczowa i znana brazylijska biolog, Marlene Benchimol (choć to Swiszczowa wiąże rzęsistka z rakiem). Wg. niektórych autorów prawie 100% przypadków raków trzonu macicy i pęcherza moczowego jest skojarzonych z przewlekłym zakażeniem przywrami (?!).
Obszernie na ww tematy piszą Hulda Clark i Nadieżda Siemionowa.
We wszystkich nawrotowych chorobach przebiegających z klinicznymi objawami „zarobaczenia”, do których należą między innymi wszelakie alergie (w tym „ciągnący się” kaszel i katar, nawracające stany spastyczne oskrzeli i astma, atopowe zapalenie skóry), zespół zaburzonego wchłaniania i… borelioza powinno się brać pod uwagę współistniejącą inwazję pasożytami i usuwać je w oparciu o objawy kliniczne, nie tracąc czasu na badania kału. Nikt przy stawianiu diagnozy krztuśca nie szuka pałeczek Bordet-Gengeou, ponieważ są trudne do wykrycia…
W przypadku badania kału (3 próbki) wykrywalność pasożytów wynosi od 7 do max… 25%…

Zatem jak zwiększyć prawdopodobieństwo wykrycia pasożytów, jaj, cyst?
Wiele pasożytów najłatwiej wykryć za pomocą badania mikroskopijnego kału (badania koproskopowego) w okolicy pełni księżyca. Ta informacja może oszczędzić nasz czas i pieniądze, bo być może szybciej znajdziemy to, czego szukamy. Oprócz tego często możemy zaobserwować, iż właśnie w okolicach pełni nasze samopoczucie się pogarsza. Może to mieć związek z cyklem rozmnażania pasożytów, które właśnie w tym czasie mają „okres godowy” – dlatego w badaniu mikroskopowym łatwiej wtedy znaleźć ich jajeczka. Aby zwiększyć wykrywalność pasożytów mogących przebywać w drogach żółciowych lub pęcherzyku żółciowym można podać preparat o działaniu obkurczającym pęcherzyk żółciowy i posiadający działanie żółciopędne w dawce adekwatnej do wieku i masy ciała pacjenta. Zapamiętując okresy złego samopoczucia, infekcji i innych dolegliwości często łatwo zauważymy, że dość często następują one regularnie co 28, 21, 14 lub 7 dni.

Oprócz standardowego badania próbek kału i tzw. szkiełek w kierunku owsików teoretycznie należałoby dodatkowo badać :

1. kał – w kierunku glikoproteiny GSA65 (na początku giardiazy / lambliazy wykrywalność u 100% chorych, a pod koniec okresu ostrego u 5-10% chorych
2. krew – w kierunku przeciwciał skierowanych przeciwko pierwotniakowi Giardia Lamblia, które pojawiają się w surowicy krwi od 3 tygodnia choroby:
a. IgM – wytwarza 100% osób zarażonych i pojawiają się ok.3 tygodnia choroby. Utrzymują się w surowicy zwykle przez 3-4 miesiące a w niskich mianach (1:16) nawet do 6 miesięcy. Obecność IgM świadczy o ostrym okresie choroby
b. IgG – wytwarza ok.70% zarażonych i pojawiają się w surowicy w połowie okresu ostrego, a w niskich mianach (1:16) mogą utrzymywać się do 2 lat. Obecność tych przeciwciał w surowicy (przy braku przeciwciał IgM) wskazuje na fazę ozdrowieńczą lub…przewlekłą.
3. krew – w kierunku przeciwciał przeciw Toxocara canis/Felis/cati (IgM, IgG)
4. krew – w kierunku przeciwciał przeciw gliście ludzkiej (IgM, IgG)

Wiarygodność wszystkich ww metod serologicznych (IgM, IgG) określa się na max. 55-60%. (wg. mnie rzeczywista wiarygodność jest znacznie niższa…)
Nawet podstawowe badanie krwi typu morfologia krwi obwodowej z rozmazem też może nam dostarczyć cennych informacji. Eozynofile to krwinki białe zaliczane do granulocytów kwasochłonnych. W rozmazie krwi obwodowej stanowią zwykle 2-4% wszystkich krwinek białych. Zwiększenie się odsetka eozynofilów (granulocytów kwasochłonnych) powyżej 4% jest nazywane eozynofilią. Oprócz wartości eozynofilii we wzorze odsetkowym należy obliczyć bezwzględną liczbę eozynofilów we krwi (która nie powinna przekraczać 440 w mm3, to jest 0,44 x 109/l), ponieważ dopiero ten wskaźnik jest obiektywnym wykładnikiem zwiększenia produkcji eozynofilów. Najczęstszą przyczyną eozynofilii są dwa stany: choroby pasożytnicze (lamblioza, glistnica, tasiemczyce, włośnica, toksokaroza) oraz choroby alergiczne (astma, zapalenie skóry, alergia pokarmowa, alergiczne nieżyty nosa, pokrzywki). Oczywiście choroby pasożytnicze mogą i zwykle współistnieją z chorobami alergicznymi.W zależności od rodzaju pasożyta oprócz eozynofilii w badaniu morfologii krwi obwodowej można też stwierdzać zwiększenie liczby leukocytów, czyli białych krwinek. Badając skład białek surowicy (tzw. proteinogram) dostrzega się czasami podwyższenie jednej z frakcji białek zwanej gammaglobulinami.

W inwazji bruzdogłowca szerokiego obserwuje się objawy niedokrwistości megaloblastycznej ze znacznym obniżeniem poziomu witaminy B12 w surowicy krwi (strobila tasiemca wchłania znaczne ilości tej witaminy) – ale kto standardowo bada poziom vit.B12 w surowicy krwi? Nikt. Ale większość lekarzy zastanowi się na wynikiem rozmazu krwi obwodowej w którym występuje makrocytoza erytrocytów (MCV zazwyczaj ponad 100 fl), normochromia (MCH 27-31 pg/l), potem niedokrwistość makrocytowa normochromiczna. W przypadku złożonego niedoboru żelaza i witaminy B12 i (lub) kwasu foliowego wskaźnik MCV może być prawidłowy. Dodatkowo można stwierdzać retikulocytopenię, leukopenię z neutropenią, małopłytkowość. W rozmazie ręcznym stwierdza się często megalocyty i duże płytki oraz granulocyty z nadmiernie segmentowanym jądrem (6 lub więcej segmentów).
Obecność pasożytów często prowadzi zespołu zaburzonego wchłaniania a ten do niedoboru żelaza w wyniku którego może dojść do niedokrwistości zwłaszcza u małych dzieci, wegetarian, u pacjentów na diecie mlecznej, u pacjentów po resekcji żołądka, z zespołem złego wchłaniania, w okresie pokwitania, ciąży, karmienia piersią, leczenia witaminą B12 z powodu jej niedoboru, utraty żelaza wskutek przewlekłych krwawień. U niemowląt najczęstszą przyczyną niedoboru żelaza jest ciężka niedokrwistość sideropeniczna matki i uboga w żelazo dieta oraz pasożyty. U dzieci i młodzieży – dieta zbyt uboga w żelazo w stosunku do zapotrzebowania, zaburzenia wchłaniania, i pasożyty przewodu pokarmownego. Niedokrwistości z niedoboru żelaza pierwotnie prowadzą do zmniejszenia wytwarzania hemoglobiny i w mniejszym stopniu także erytrocytów, dlatego przy zmniejszeniu stężenia hemoglobiny liczba erytrocytów może początkowo znajdować się na dolnej granicy normy. Badanie rozmazu krwi obwodowej – mikrocytoza, hipochromia [niedobarwliwość], poikilocytoza- krwinki ołówkowate, cygarokształtne, mogą być obecne krwinki tarczowate przy prawidłowych wartościach leukocytów i liczby płytek krwi.

W pewnym sensie alternatywę stanowią badania metodą Volla, diagnostyka elektroakupunkturowa, Vega-test (Vegatest), Mora Super etc.
Ponieważ „uśredniona” wykrywalność pasożytów podczas standardowego „trój-próbkowego” badania kału to pewnie jakieś 10% zaś wg. niektórych doniesień – w Polsce – inwazja owsików sięga 95% ludności, włosogłówki sięga 80% ludności, glisty sięga 50% ludności, zakażenie lambliami już u niemowląt dochodzi do 80%.
Może i te dane są zawyżone ale myślę, że u dzieci uczęszczających do przedszkoli i żłobków, miłośników zabawy w piaskownicach i „kulkach”, dzieci długo hospitalizowanych , rehabilitowanych oraz w rodzinach gdzie są pieski, kotki etc. wartości procentowe mogą być zbliżone do wyżej wymienionych.

Osobiście odjąłbym po 10 max.15 % z każdej z wymienionych wartości ale nie więcej.
Zawsze zwracam uwagę na niechętne przyjmowanie przez rodziców i samych chorych zlecenia na badanie kału, niedokładne wykonywanie tych badań przez laboratoria oraz zbyt krótki okres czasu w jakim przeprowadzane są badania . W pewnych warunkach lamblie mogą „cystować” jedynie co 26 dni, owsiki „jajeczkować” co 28 dni a glista ludzka „jajeczkować” nawet co 2,5 miesiąca …

Po raz kolejny wnioski nasuwają się same.
Statystycznie tylko 10% mężczyzn (ale aż 70% kobiet ) myje ręce wychodząc z toalety a przecież wychodząc z toalety najpierw myjemy ręce a następnie…dotykamy klamki. Czy zatem należy otwierać wszystkie drzwi łokciami?!
Innym problemem jest zbyt luźne podejście pacjentów do kwestii restrykcyjnego sprzątania, prania bielizny i pościeli oraz ich prasowania w jak najwyższych dopuszczalnych temperaturach, mycia zabawek, prania pluszaków, czyszczenia dywanów i podłóg i generalnie higieny (w czasie i po leczeniu) oraz opór przed leczeniem przejawiany przez pozostałych członków rodziny – „potencjalnych zakażonych”. Nie ukrywam, że np. w przypadku lambliozy / giardiazy zabiegi higieniczne wymagają sporej determinacji i poświęcenia – polecam lekturę blogu: http://www.lamblioza.blox.pl.

Scenki jak w kolorowych pisemkach. Zawsze ze wzruszeniem oglądam wszelakie scenki rodzinne uwiecznione na ociekających słodyczą zdjęciach w różnych kolorowych pisemkach. Mam na myśli wspólne kąpiele mamusi czy tatusia z latoroślami, wspólne kąpiele z ukochanym szczeniaczkiem, wspólne kąpiele i spanie z kuzynami, sąsiadami etc. Jak w Disneyowskich produkcjach. Podobnie wzruszają mnie imprezy urodzinowe w tzw. kulkach, jedzenie chrupek, orzeszków, żelek z miseczek w które włożyli rączki i zamieszali wszyscy uczestnicy imprezy a wcześniej drapali się po odbycie względnie wyszli z toalety i nie myli rąk. Równie budujące są scenki braterstwa i zaufania typu wspólne jedzenie/dojadanie kanapek czy picie z tej samej butelki. Nieco mniej romantyczne scenki to zabawy i bieganie w błocku powstałym po wypompowaniu szamba. Wygrywają ci którzy się nie przewrócą?
Wnioski pozostawiam czytelnikowi?

Nasze kochane pieski i kotki?
Nasze ukochane kotki i psy a zwłaszcza młode szczeniaki są bardzo ważnym ogniwem w łańcuchu epidemiologicznym giardiazy (lambliozy) u ludzi – szczególnie w miastach. Wg. WHO (Światowej Organizacji Zdrowia) ekstensywność inwazji wśród młodych psów (do lat 2) sięga 88%… Badania przeprowadzone w Polsce wskazują na 6,6% zarażonych giardiazą dorosłych psów, a 10% psów młodych do 2 r.ż. Skąd ta różnica? Podejrzewam, że podobnie jak wywołującymi giardiazę (lambliozę) cystami ogoniastka/wielkouśćca jelitowego nasze ukochane pieski i kotki mogą nas „traktować” toksokarami ale na ten temat nie ma żadnych „wiążących” prac…
Dla przypomnienia toksokaroza jest bardzo groźną, podstępnie przebiegającą, odzwierzęcą chorobą pasożytniczą, wywoływaną przez inwazję larw psich lub kocich glist (toksokar).

Psy i koty są (o ile są…) odrobaczane zwykle regularnie tzn. 2-3 razy w roku. Co ciekawe leki stosowane w standardowym odrobaczaniu psów i kotów nie działają na lamblie? (!). Leki przeciw pasożytom działają tylko od momentu podania do momentu wydalenia z organizmu i nie dają gwarancji na brak możliwości ponownego zakażenia. Przykładowo – pies wychodzi na spacer 3 dni po odrobaczeniu, wącha odbyt innego zakażonego psa, wącha zakażoną kupę, tarza się w zakażonych kupach, przynosi „to wszystko” do domu na łapach i sierści a właściciel czując się bezpiecznie – bo przecież pies został odrobaczony… poklepuje go, nie myje rąk i zjada kanapeczkę… Ja wiem, że żaden „wychodzący” pies ani kot nie wytrzyma częstego odrobaczania – dlatego należy zachować czujność jak ważka o poranku względnie antylopa przy wodopoju. Zwierzętom po spacerze wycieramy łapy i pysk. Odrobaczając siebie odrobaczamy zwierzęta domowe. Rozważamy czy nie ma nikogo kto mógłby, chciałby przygarnąć naszego pupilka. Domownicy i zwierzęta domowe zarażają się wzajemnie dlatego nie powinniśmy uczyć dziecka całowania pieska czy kotka w pyszczek lub ogonek a zwłaszcza okolicy jego nasady. Dzieci nie powinny mieć wspólnych zabawek ze zwierzętami. Ani jedne ani drugie nie powinny brać do pyska nie swoich zabawek. Dziecko nie powinno spać w kojcu czy na posłaniu psa czy kota ani wymienione nie powinny przebywać w łóżeczku a ma najlepiej także w pokoju dziecka.

Sushi?
Pozdrawiam miłośników sushi – zwłaszcza surowego, żywego i świeżego…
W rybach Azji bytuje ponad 70 gatunków pasożytów zarówno płaskich, jak obłych oraz ich larw i jajeczek, które mogą być zabite tylko trakcie obróbki termicznej lub długotrwałego głębokiego zamrożenia. A nawet jedząc inne rodzaje sushi czy macie Państwo pewność, że kucharz zmienił nóż i deskę do krojenia? W przypadku ryb krajowych zalecam dokładną obróbkę termiczną karpiowatych i miętusa (przywra kocia, bruzdogłowiec szeroki) oraz śledzi ,makrelii dorszy (anisakioza / anisakiaza). Przebieg kliniczny inwazji pasożytniczej też stanowi utrudnienie np. Doktor Thomas J. Brooks w książce „Podstawy parazytologii medycznej” pisze: „Glisty to jedne z najstarszych pasożytów rasy ludzkiej. Niektóre ich odmiany w takim stopniu zaadaptowały się do życia w ludzkich wnętrznościach, że człowiek-gospodarz może nie czuć absolutnie żadnych przejawów ich obecności”…

Inwazja pasożytnicza u dzieci przebiega trochę… jak u lisków…. Po inwazji jednym gatunkiem robaka, liski i dzieci mogą nie zdradzać żadnych objawów chorobowych: wesołe, chętnie się bawią, łaknienie bardzo dobre. Po inwazji drugim gatunkiem robaka (i zwykle towarzyszącym mu nadmiernym namnożeniem się candida albicans i/lub staphylococcus aureus) tracą łaknienie, są mniej skore do zabawy, pojawiają się pierwsze objawy. Po inwazji trzecim gatunkiem pasożyta (i zwykle towarzyszącym mu nadmiernym namnożeniem się candida albicans i/lub staphylococcus aureus) stają się osowiałe i zaczynają „wyraźnie” chorować.
Po lekach przeciw pasożytom w większości przypadków mijają nie tylko ataki duszności i kaszlu, ustępują objawy zespołu zaburzonego wchłaniania, anemia, zmiany skórne (w tym łuszczycowe), ciemieniucha, świąd skóry, nadmierna łamliwość paznokci i włosów, nadmierna pobudliwość (często błędnie klasyfikowana jako ADHD), zespół Aspergera, padaczka, onanizm dziecięcy, nocny niepokój, moczenie nocne, nocna (i dzienna) nadmierna potliwość, nocny (i dzienny) świąd krocza i okolicy odbytu, podkrążone oczy, ziemista lub blada cera, zgrzytanie zębami w nocy, nieprawidłowe stolce, przewlekły ból głowy, niedowaga i nadwaga, mija „powiększona wątroba” – często występująca na 3-4 cm spod łuku żebrowego, normalizują się próby wątrobowe, „chowa się” pod łuk żebrowy powiększona śledziona, dziecko rzadziej zapada na infekcje.
Jeśli dziecko nie ma pasożytów – to dlaczego większość z tych objawów znika po podaniu leków przeciw pasożytom?

Zarzuty w stosunku do mnie jak i innych, że stosuję szkodliwe leki przeciw pasożytom bez ich potwierdzenia w kale są biorąc pod uwagę powyższe odpowiedź pozostawiam czytelnikom. Bardzo często pacjenci zadają mi pytanie: Panie doktorze dlaczego, jeśli to wszystko jest tak logiczne i oczywiste – dlaczego nikt nie propaguje wiedzy na temat pasożytów i chorób z nimi związanych?! Mimo, że nie jestem zwolennikiem wszelakich teorii spiskowych podejrzewam, że prawda jest prosta i brutalna, czyste prawa ekonomii, więcej można zarobić na długoterminowym leczeniu licznych zespołów objawów związanych z zakażeniem pasożytami niż na leczeniu samych chorób pasożytniczych.. .

Kolejne klasyczne pytanie dotyczy obecności pasożytów w kale w trakcie i po leczeniu. Z obserwacji wynika, że nie zawsze pasożyty lub ich fragmenty są widoczne w kale. Dlaczego? Prawda jest okrutna, nasz organizm to dobry gospodarz względnie oportunista i nie może sobie pozwolić na straty potencjalnego źródła białka.

Pasożyty a przerost migdałka gardłowego tj. tzw. trzeciego migdałka.
Stale przeze mnie drążonym wątkiem jest zależność pomiędzy przerostem tzw. 3-go migdałka (migdałka gardłowego) a zakażeniem pasożytami jelitowymi. Dawno już zwróciłem uwagę na zależność pomiędzy zakażeniem giardia lamblia oraz glistą ludzką a przerostem 3-go migdałka. Czasami po wybiciu / eradykacji lamblii i glisty ludzkiej stopień przerostu 3-go migdałka ulega „cudownemu” zmniejszeniu a co za tym idzie zmniejszają się lub wręcz cofają: upośledzenie drożności nosa, utrudnienie oddychania nosem, chrapanie w nocy, oddychanie ustami, szybka męczliwość a nawet bezdechy nocne. Gra jest warta świeczki ponieważ gdy dodatkowo są przerośnięte migdałki podniebienne może dochodzić do zaburzeń połykania, wad zgryzu, zaburzeń mowy, „gapowatego wyrazu twarzy” oraz również jako konsekwencji zaburzeń dostarczania tlenu do mózgu – opóźnionego rozwoju intelektualnego. Nie muszę chyba przekonywać, że u wielu pacjentów po przycięciu/wycięciu 3-go migdałka migdałek szybko odrasta o ile nie wybijemy lamblii / pasożytów?

Dieta.
Wielu pacjentów jest zdruzgotanych po zapoznaniu się z proponowaną przeze mnie dietą przeciwgrzybiczną, która de facto jest dietą zdrowego człowieka. Prawda jest taka, że większości zakażeń pasożytami jelitowymi towarzyszy drożdżyca przewodu pokarmowego a drożdżaki posiadły niezwykłą umiejętność wpływania na nasz apetyt. Otóż w sytuacji braku dostatecznej ilości cukrów w masie kałowej drożdżaki wytwarzają substancję podobną do insuliny, która, po wchłonięciu do układu krwionośnego, powoduje spadek stężenia glukozy w krwi, przez co zwiększa się łaknienie na słodycze – stąd zamiłowanie dzieci z pasożytami jelitowymi do mocno przetworzonych pokarmów a zwłaszcza słodyczy, cukru, białego pieczywa, mleka i deserków typu Danio, Danonki czy Monte. Istnieje także hipoteza, że większe pasożyty wydzielają substancje wpływające na mózg gospodarza, które sugerują mu jakie pokarmy ma spożywać i są to zwykle także ww pokarmy mimo, że mechanizm stymulacji jest nieco inny.

Objawy uboczne leków przeciw pasożytom jelitowym
Oczywiście u pewnych pacjentów (osobiście tego nie zauważyłem) leki mogą dawać objawy uboczne ale większość tych leków działa krótko, a więc objawy szybko ustępują – a przy osłonie lekami antyhistaminowymi – wręcz nie występują – zaś metabolity pasożytów całymi latami zatruwają organizm…
Poza tym zawsze istnieje możliwość zastosowania roślinnych preparatów pasożytobójczych, mniej skutecznych ale stanowiących alternatywę….

Pasożyty a lekarze głównego nurtu
Lekarze nawet jeśli dostrzegają problem pasożytów nie zawsze wiedzą jak sobie z nim poradzić. Istotna jest np. kolejność podawania leków. Najpierw zawsze powinniśmy uderzyć w duże pasożyty (glista, tasiemiec, owsik), następnie mniejsze (lamblia), a na końcu (o ile jest potrzeba) w drożdżaki. Zatem w większości przypadków nie ma sensu leczenie np. nawracającej drożdżycy bez diagnozowania / przeleczenia pacjenta w kierunku większych pasożytów. Wielu lekarzy zapomina, że w przypadku owsicy należy po wieczornym przyjęciu leku rano zmienić pościel, pidżamę, bieliznę i wyprać oraz uprasować wymienione w najwyższej dopuszczalnej temperaturze oraz dokładnie wypucować dom, zabawki, dywany etc. Jeśli pacjent ma skłonność do nieregularnych wypróżnień – po niektórych lekach warto pomyśleć o lekach przeczyszczających. Aby zwiększyć skuteczność leczenia w stosunku do pasożytów mogących przebywać w drogach żółciowych lub pęcherzyku żółciowym można podać preparat o działaniu obkurczającym pęcherzyk żółciowy i posiadający działanie żółciopędne w dawce adekwatnej do wieku i masy ciała pacjenta. Kolejny dowód braku kompetencji to obsesyjne dążenie do „wybicia w pień” drożdżaków (candida albicans). Szkopuł w tym, że Candida albicans to nasza flora fizjologiczna, która pomaga nam pozbyć się metali ciężkich, pestycydów, herbicydów i innych świństw. Problem pojawia się gdy drożdżaki nadmiernie się rozrastają. Leczymy zatem domniemywaną przyczynę ich rozrostu, korygujemy dietę, podajemy probiotyki i staramy się jedynie ograniczyć ich populację poprzez podawanie naturalnych lub chemicznych leków przeciwgrzybicznych dążąc do tzw. stadium pojedynczych kolonii w badaniu kału.
Wielu lekarzy zapomina, że leki stosowane w leczeniu np. lambliozy typu Metronidazol, Tinidazol, Furazolidon, Macmiror zawierają tzw. grupę disulfiramową taką samą jaka jest w opromienionym sławą Esperalu a więc spożywanie ich z alkoholem może nasilić toksyczne działanie tego ostatniego. Zatem przy leczeniu wymienionymi na dzień przed, w dniu przyjmowania oraz 4 dni po nie zalecam alkoholu, ryb ani tzw.żółtego sera. Należy też pamiętać, że u niektórych pacjentów należy rozważyć podawanie leków przeciwhistaminowych (antyalergicznych) aby uniknąć bardzo nieprzyjemnych objawów związanych z reakcjami typu Jarischa Herxheimera Łukasiewicza oraz aby uniknąć nasilenia AZS – Latopicu.

Kiedy leczyć ?
Najlepiej przy pełni księżyca lub nowiu ponieważ zwiększa się wtedy ilość dodatnich jonów w powietrzu a w ludzkim organizmie wytwarza się więcej serotoniny co skutkuje zwiększeniem kinetyki krążenia krwi i podniesieniem tzw. poziomu energetycznego ludzkiego organizmu. Stwierdzono np. że pełnia powoduje zwiększenie płodności a co za tym idzie zauważono również, że podczas pełni zwiększa się liczba urodzeń. Dla przypomnienia ciąża fizjologiczna trwa równo 10 miesięcy księżycowych. Dla bardziej wnikliwych: na stronie http://www.nightcal.co.uk znajduje się bardzo dokładny program dla określania faz księżyca. Zatem pamiętanie o fazach księżyca jest bardzo pomocne w obserwacji swojego organizmu. Księżyc bowiem oddziałuje nie tylko na wody Ziemi (wyznaczając rytm przypływów i odpływów w morzach), ale także na wodę w ludzkim organizmie a np. organizm przeciętnego mężczyzny o masie 70 kg zawiera 45 litrów wody (!). Jak wiadomo woda stanowi podstawowy składnik ludzkiego ciała – przeciętnie 60% masy ciała człowieka, jednak jej zawartość ulega zmianom w różnych okresach życia. U 24-tygodniowego płodu woda stanowi 88,6%, a u noworodka ok. 75% masy ciała. Po 12 roku życia odnotowuje się różnice w zależności od płci: więcej wody jest w ciele mężczyzn niż kobiet. W wieku podeszłym woda stanowi już tylko 50% masy ciała i jest to o 10% mniej niż w przypadku osób młodych. Dzięki zastosowaniu tej wiedzy, nasze leczenie może być o wiele bardziej efektywne.

Pasożyty a żłobek, przedszkole, szkoła etc.
Zawsze radzę poinformować przedszkole czy żłobek o zarażeniu. Ale należy to zrobić w odpowiedni sposób ponieważ mogą nie chcieć przyjąć dziecka w okresie leczenia (szczyt hipokryzji), wytykać palcami, wyzywać od brudasów, wymagać zaświadczeń o odrobaczeniu i zwykle dziecko do końca kariery żłobkowo/przedszkolnej będzie się kojarzyć wszystkim stronom z robalami. Informując przedszkole o zarobaczeniu naszego dziecka w skrytości ducha (naiwnie..) liczymy, że im więcej osób się przeleczy, przebada i im lepiej wypucują przedszkole tym mniejsza szansa, że nasze dziecko zarazi się ponownie.
Aby do tego nie doszło zalecam rodzicom wymyśloną przeze mnie taktykę tj. przechwycenia przeciwnika na jego polu w wersji i wilk syty i owca cała.
Rozmowa ma wyglądać mniej więcej tak :
„Pani Dyrektor, moja córka jest pacjentem Dr Ozimka i ma owsiki, które obecnie leczymy. Dr Ozimek wyraża głębokie zaniepokojenie, ponieważ to już kolejna inwazja pasożytów. Nie chcemy ciągle truć dziecka kolejnymi „odrobaczeniami”. Ponieważ jesteśmy zdyscyplinowanymi pacjentami i w domu i poza nim zachowujemy skrajną higienę – Dr Ozimek ma poważne podejrzenia, że źródłem zakażeń jest niestety zarządzane przez Panią przedszkole. Oczywiście wiemy, że kierowana przez Panią kadra przedszkola dokłada wszelkich starań aby higiena była na jak najwyższym poziomie . Wiemy, że nie jest to łatwe – ale bardzo prosimy Panią Dyrektor aby zintensyfikować zabiegi higieniczne w przedszkolu. Zdając sobie sprawę jak wielkim autorytetem cieszy się Pani Dyrektor u rodziców prosimy aby Pani zasugerowała im odrobaczanie.
W razie braku reakcji ze strony Pani Dyrektor, mając na uwadze zdrowie naszego dziecka, będziemy zmuszeni z wielkim bólem zawiadomić Sanepid acz jesteśmy głęboko przekonani, że Pani Dyrektor jako osoba otwarta i wykształcona pozytywnie rozpatrzy nasze postulaty.

Zatem jak się zarażamy / jak unikać zakażenia
Po przeczytaniu powyższego tekstu wnioski nasuwają się same (mam nadzieję) ale szczególnie chciałbym podkreślić kilka spraw:

1. Obsesyjne mycie rąk zwłaszcza przed posiłkami i zwłaszcza po zabawie z rówieśnikami i innymi zwierzętami!
2. Walczymy ze zwyczajem ssania palców / wkładania rączek do buzi!
3. W miarę możliwości picie jedynie filtrowanej i przegotowanej wody!
4. Bardzo dokładnie myjemy owoce a zwłaszcza warzywa! Nie jemy przysłowiowych jabłuszek czy gruszeczek spod drzewka!
5. W miarę regularna dezynfekcja urządzeń sanitarnych w domu!
6. Unikamy: szpitali, przychodni, placów zabaw z tzw.kulkami czy piłeczkami, piaskownic, basenów zwłaszcza „podejrzanych”, jacuzzi, fontann, sadzawek czy kąpielisk z których korzystają ludzi i zwierzęta dla tzw. ochłody.
7. Jeśli mamy problem z pamiętaniem o myciu rąk przed jedzeniem to powinniśmy się witać tzw. żółwikiem a klamki w miejscach publicznych otwierać łokciem.
8. Tępimy szczury, myszy, muchy i inne robactwo w domu i obejściu!
9. Prawidłowa dieta + probiotyki + suplementy.
Uwaga!!! Stosowanie suplementów zwłaszcza witamin, magnezu, wapnia, żelaza i cynku może maskować objawy zakażenia a tym samym utrudniać rozpoznanie zakażenia pasożytami.
10. Robale nie cierpią: babki lancetowatej , granatów, bazylii, mięty, czosnku, grapefruitów, oregano, lawendy, dyni (pestek i oleju), kocanki, macierzanki, szałwi, rumianku, tataraku, łopianu, tymianku, piołunu, wrotyczu, omanu, łupin czarnego orzecha, goździków, piołunu, tranu, oleju z wątroby rekina, niektórych ryb np. soli.

Zatem terapię może się opierać / można wspomagać/ kontynuować poprzez podawanie w/w substancji w formie dodatków smakowych, mieszanek ziołowych, nalewek etc.
Należy tu wspomnieć o terapii Huldy Clark oraz preparatach Paraprotex, Paranil czy VitaKlenz. Dodatkowo można stosować (odpowiednie do wieku) preparaty zawierające sok noni, goji, aloes, mangostan oraz preparaty MonaVie, PhytoChi, Flavon, Transfer Factor / RioVida.

Na koniec pytanie – czy leczyć dzieci „przedszkolne”, „żłobkowe” jeśli są pod stałym „ostrzałem” i pewnie się znów zarażą?
Moja odpowiedź brzmi – jeśli są objawy – to mimo wszystko leczyć!

I na koniec końców podzielę się moimi marzeniami?.
Chciałbym żeby kiedyś ludzie byli regularnie „odrobaczani” i aby to była standardowa procedura medyczna taka jak teraz szczepienia ochronne. A najlepiej zamiast szczepień.

Ten mail adresowany jest do masowego czytelnika, dlatego ukryte w nim gnostyckie przesłanie: Obudź się!, ma szansę dotrzeć do dużej ilości odbiorców.

Apokalipsa Św. Jana mówi: Niechaj ci, którzy słyszą, obudzą się z ciężkiego snu.
Jesteście Państwo w pewnym sensie w głębokim śnie i pozbawieni wiedzy, ale ten kto ma uszy zdolne usłyszeć, oczy zdolne przeczytać, ma szansę na poznanie samego siebie i, „swojego wnętrza”.

Ja mogę pacjentom jedynie wskazać „Drzwi” a pacjent może ale nie musi przez nie przejść, a nawet jeśli przejdzie to „Znać swoją drogę to jedno, a iść nią to drugie”.

Niezliczone strony dyskusyjne i wątki na forach internetowych, zdają się być miernikiem społecznego zainteresowania kwestiami zakażeń pasożytami, szkodliwości szczepień ochronnych czy spożywania mleka krowiego i glutenu.
Z doświadczenia wiem, że po przeczytaniu mojego maila – świat części czytelników niejako „by użyć potocznego wyrażenia” wywraca się na drugą stronę.
Dlatego na koniec pragnę czytelników maila przeprosić, wszak niewiedza jest błogosławieństwem – trudno się oprzeć konkluzji, że im mniej myślimy i mniej wiemy tym szczęśliwiej żyjemy.

Łączę wyrazy szacunku,
Wojciech Ozimek

piątek, 3 października 2014

The Truth About Cancer

Upcoming Events:
"The Quest for the Cures... Continues" begins October 13th!
This is an 11 part docu-series produced by Ty Bollinger, featuring interviews with doctors, experts and survivors sharing their experience using nutrition and natural therapies to heal cancer.
The Quest for the Cures Part 1 was phenomenal. I know this will be as well. Don't miss it. 

Register to watch the free online broadcast here

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Candida - przyjaciel, czy wróg?

Candida - przyjaciel, czy wróg? Test ....

'Dobre zdrowie to silny system immunologiczny. Silny system immunologiczny - candida nam nie groźna.'.

Mały poradnik dla początkujacych, którzy chcą żyć zdrowo.... dalszy ciąg. (cz. 1- tutaj:  link)

Dzisiaj temat Candidy, zaliczanej do plagi XXI wieku. Warto na rozpoczęcie swej drogi do zdrowia zapoznać się dokładniej z tematem Candidy. Również osoby mniej czy więcej zaawansowane w troskę o swe zdrowie, mogą skorygować, czy uzupełnić swoją wiedzę. Można powiedzieć - jeśli Candida naszym przyjacielem - czujemy się zdrowo i komfortowo.

okładka książki dr Andrzeja Janusa
 
Dalszy ciąg:

czwartek, 7 sierpnia 2014

Coś dla ogrodników.... pomidory.

Coś dla ogrodników - miłośników pomidorów.

Mam nadzieję, że może komuś przydadzą się rady szefa ogrodu słynnej Marthy Stewart na temat -
Jak technicznie podtrzymać ciężkie gałązki krzaków pomidorowych, aby uzyskać doskonałe zbiory.

Kilka prostych przykładów.
 
Dla miłośników pomidorów, Pepsi pisze pięknie o benefitach tutaj: 
link

środa, 14 maja 2014

Fermentowany rarytas buraczkowy wg. Pepsi


Chleb, ser, wino, piwo, czekolada, kawa, herbata, ogórki kiszone, kapusta kiszona, Kimchi, miso, tempeh, sos sojowy, ocet, jogurt, kefir, kombucha i wiele innych, to produkty spożywcze, które mają wiele wspólnego z fermentacją.
Fermentacja sprawia, że żywność jest nie tylko smaczna, ale i w wielu przypadkach pożywniejsza.
Dzięki fermentacji np. buraczki, bo o nich dzisiaj, zyskują dodatkowe walory zdrowotne. Kwas buraczkowy to świetny, naturalny produkt na dobre trawienie i budowę zdrowej flory bakteryjnej. 
Bardzo lubię sfermentowany sok buraczkowy.
Ostatnio codziennie, prawie przez 2 tygodnie rano wypijałam pół szklanki tej mikstury. Teraz mam przerwę, aż ukisi się następna porcja. Poza tym czuję potrzebę na przerwę.
Tym razem moje buraczki fermentowane zrobiłam wg. receptury Pepsi.
Patrz: link


Słoiki dodatkowo przykryłam ręcznikiem papierowym, gdyż użyłam zakrętki z dziurkami.
Następnym razem dodam do kiszenia trochę marchewki, a czosnku użyję mniej, chociaż lubię ten ostry czosnkowy smak. Tak na zmianę poprostu, dla sprawdzenia.


Po 2-ch dniach pachniało w całym domu buraczkowo-czosnkowo. Po 3-ch dniach sok zlałam do osobnego słoja, a buraczki do osobnego.
Z buraczków korzystałam do ozdoby w zestawach sałatkowych, do schrupania też dobre.

I bardzo miła dla oka i w smaku też, zakąska ogórkowo-buraczkowa, link
Ja wykorzystałam pozostałe z fermentacji buraczki + trochę orzechów - razem zmiksowane - dosmaczone.



I na koniec (copy) garść informacji od Pepsi razem z przepisem.
============================================
Tymczasem być może najbardziej charakterystyczną właściwością buraków jest jego wyrazisty czerwono – purpurowy barwnik, Najwięcej tego pigmentu znajduje się w szorstkiej skórze buraka, więc tak naprawdę buraków nie powinno się szorować, ani obierać ze skórki przed gotowaniem. Przed kiszeniem, czy jedzeniem na surowo również, obmyć jedynie warzywo należy czystą wodą i delikatnie przetrzeć szczoteczką.

Pigment betalaina jest kluczem do unikalnych korzyści zdrowotnych buraków, więc traktujmy skórkę buraka z należytym jej pietyzmem.

Betalaina zawiera się w ogólnym profilu żywieniowym występującym w wielu innych warzywach, ale w niewielkiej ilości, do tego szczególnie w typowo nie jadanych częściach tych warzyw. Tymczasem oferta prozdrowotna betalainy jest bardzo poważna. Betalaina wspiera nasz układ nerwowy i funkcje ważnych narządów, takich jak oczy . Pigmenty te oferują również unikalną zdolność walki z rakiem, zawierając zarówno cząsteczki przeciwzapalne, jak i przeciw utleniające. Badania wykazały, że buraki/betalaina hamuje wzrost guzów nowotworowych przez hamowanie enzymów działających pro zapalnie. Ponadto włókna/błonnik z buraków zwiększają zdolności organizmu do lepszej samo ochrony immunologicznej. Burak jest również bogaty w azotany. Naturalnie występujące azotany są doskonałe do normalizacji ciśnienia krwi. Te azotany są przekształcane w tlenek azotu w organizmie.
Czyli kulturyści, którzy dla boosterów tlenku azotu zrobiliby wiele, mogą również wesprzeć ukrwienie/dotlenienie swoich mięśni dzięki burakom. Tlenek azotu przyczynia się do rozszerzenia naczyń krwionośnych, co pozwala krwi przepływać swobodnie przez organizm. Czyli burak będzie działał jak aminokwas arginina, której właściwości do obniżenia ciśnienia krwi zostały ujawnione, ogłoszone, a następnie nagrodzone Noblem. Jedno z badań wykazało prawie natychmiastowe obniżenie ciśnienia krwi u uczestników, którzy pili sok z buraków. Efekt był bardziej widoczny u mężczyzn, jednak kobiety również doświadczyły spadku ciśnienia krwi. Dlatego osobiście muszę uważać żeby nie wypić za dużo i zbyt gwałtownie soku z buraków. Dodaję go w niewielkich ilościach do soku z marchwi. Oczywiście buraki polepszają także ukrwienie mózgu, w związku z tymi azotanami. A wraz z krwią do mózgu dostaje się tlen i składniki odżywcze. Dodatkowo buraki są doskonałym pokarmem dla detoksykacji. Włókno buraków zawiera bardziej skuteczny błonnik pokarmowy w porównaniu z innymi typami włókien. Przede wszystkim z tego powodu, że zawiera polisacharydy i pektynę, które są uważane za bardziej efektywne w oczyszczaniu układu trawiennego, utrzymując wszystko ruchu. Buraki ułatwiają bardzo ważne dla naszego zdrowia prawidłowe wypróżnianie, a także pomagają również w wydalaniu toksyn i odpadów w moczu.

Źródła 1 , 2

Na koniec wrzucę jeszcze przepis mamy G., z którego skorzystałam na kiszony raw barszcz z buraków. Ten (na zdjęciu) zrobiłam i jeszcze się kisi do jutra, obierając buraki ze skórki, gdyż nie posiadałam dzisiejszej wiedzy, ale następny już zrobię z buraków ze skórką. Sie zobaczy.

barszcz2

Przepis:

Kupiłam duży słój, na gałkę o pojemności 2,5 litra
2 kg buraków bio (obrałam ze skórki, więc zajęły mniej miejsca) pokroiłam w stosunkowo cienkie (circa 5 mm) talarki i ukośniki
2 duże ząbki bio czosnku posiekałam w cienkie plasterki.
Po czym układałam w słoju około 2-3 cm posiekanych buraków i ze 2-3 piórka czosnku. Aż do wyczerpania ingredientów.
Wszystko zalałam letnią dobrą wodą z łyżeczką soli himalajskiej. Aż do przykrycia ostatniej warstwy, zostawiając jednak 2 cm powietrza u góry słoja, gdyż buraki będą pęczniały.
Na koniec wsypuję szczyptę kminku organicznego i przykrywam rzecz talerzykiem.
Za 3 dni barszcz jest gotowy, należy go zlać i wstawić w chłodne miejsce/lodówka, aby zakończyć proces kiszenia.
Podczas kiszenia będzie się zbierać biała pianka na wierzchu i należy ją usuwać.

Więcej:  link

===========================================
Stronka Pepsi: http://pepsieliot.wordpress.com/

czwartek, 17 kwietnia 2014

Miłość to jedyna wartość, która się mnoży, jeśli się ją dzieli.


Miłość to jedyna wartość, która się mnoży, jeśli się ją dzieli.


"Za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował tego,
czego nie zrobiłeś, niż tego, co zrobiłeś.
Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań.
 Złap w żagle pomyślne wiatry.
Podróżuj, śnij, odkrywaj!" -
Mark Twain

Przytaczam w całości prośbę jaką zamieściła na swoim blogu Ksenia Wojownicza ( http://wojownicza.blogspot.com/), która od paru lat dzielnie walczy o zdrowie.

Mój wnuczek, gdy miał 2 latka zachorował na białaczkę, doskonale wiem jakie są emocje, jakie są wydatki i jak bardzo, bardzo potrzebne jest zrozumienie i pomoc.
Na dzień dzisiejszy mój wnuczek jest zdrowy, w tym roku kończy III klasę szkoły podstawowej.
Thanks God!

Z całego serca życzę Kseni i wszystkim osobom, które podobnie jak Ksenia walczą o odzyskanie zdrowia, aby nigdy nie traciły nadziei, aby zawsze myślały pozytywnie i porzuciły lęk, który jest największym wrogiem, natomiast
przebaczenie Sobie i innym jest największa siłą uzdrawiającą.
Jesteśmy jednym z naszym Źródłem Bytu, i jak Jezus ujął to doskonale -
"Z Bogiem wszystko jest możliwe".

Nawet w najciemniejszym tunelu ... na końcu Zawsze jest jasne Światełko.




Od Kseni: Było sobie życie.

było sobie życie...

W ramach projektu „VIDEO VIRAL” studenci School of Form w Poznaniu nakręcili krótki film promujący działalność Drużyny Szpiku. Drużyna Szpiku jest poznańską fundacją, której celem jest zachęcanie do dawstwa szpiku i pomoc osobom chorym na nowotwory. Scenariusz filmu inspirowany jest życiem Justyny, jednej z podopiecznych Drużyny. Bardzo chcielibyśmy, by film stał się viralem, krążącym po sieci i zarażającym chęcią pomocy innym. Bardzo mnie i im zależy na współpracy z Wami, udostępnianiu filmiku na blogach, na FB i w innych używanych przez Was mediach - pomoże nam dotrzeć do większego grona odbiorców.

Bardzo proszę Was, Czytaczy o pomoc.
Oto link do filmu :

Było sobie życie ...

A tu na FB: klik

*

Jak w około 90 sekund pokazać, w jaki sposób choroba może przewrócić normalne życie do góry nogami? Mamy nadzieję, że nam się udało.

Film ten jest częścią projektu VIDEO VIRALE realizowanego przez studentów III roku Communication Design – School of Form. Opiekunem projektu jest dr Monika Górska z Fabryki Opowieści.
Wyzwanie 1:
w 6 tygodni realizacja 6 video virali dla 6 organizacji pozarządowych
Wyzwanie 2:
milion odsłon na YouTube w 6 dni

POMÓŻ NAM ZARAŻAĆ WIARĄ W CZŁOWIEKA I UDOSTĘPNIJ TEN FILM ZNAJOMYM!

Scenariusz video napisało życie, życie Justyny Husarek.
Justyna od 6 lat walczy z chłoniakiem. Przeszła kilkadziesiąt chemioterapii i dwa autoprzeszczepy. W lutym tego roku usłyszała, że lekarze nie mają więcej pomysłów na leczenie. Wtedy do akcji wkroczyła Drużyna Szpiku, wzięli sprawę w swoje ręce – przyjazd do
Poznania, wizyta u profesora Komarnickiego i SZANSA! Justynę może uratować przeszczep szpiku kostnego od dawcy niespokrewnionego.

To dla Justyny teraz szukamy dawcy szpiku, ale „takich Justyn” w Polsce i na świecie są setki, tysiące, miliony. Oddanie szpiku nie boli, nie zabiera dużo czasu, nic nie kosztuje i naprawdę może uratować życie, nie tylko Justyny.
Filmik ma pokazać, jak ważne jest myślenie o innych i o sobie, o chorobie i zdrowiu. Ma uświadomić, że niewielkim gestem – zapisaniem się do bazy dawców i, jeśli będzie to konieczne, oddaniem szpiku – można uratować komuś życie. TY MOŻESZ URATOWAĆ KOMUŚ ŻYCIE! Ma też pokazać, kruchość i ulotność chwil – dziś jesteś królem życia, masz plany, ambicje, a jutro diagnoza, szpital i bezsilność. A co, jeśli nie znajdzie się twój bliźniak genetyczny…?
Zobacz jak możesz pomóc na www.facebook.com/druzynaszpiku lub www.darszpiku.pl

Zobacz, co pisze o sobie Justyna:

Gdy zachorowałam, dużo przesiadywałam przed telewizorem. Zobaczyłam chyba wszystkie filmy o raku i z rakiem. Dzieliły się na dwie kategorie: na te ze szczęśliwym zakończeniem i te bez. Jestem kobietą, mam swoje marzenia, chcę je spełniać. Gdy poznałam Macieja wiedziałam, że to będzie miłość bezgraniczna. Długo wątpiłam w to, czy w mojej sytuacji bycie z kimś ma w ogóle jakikolwiek sens... Po roku zaręczyliśmy się i odnawialiśmy zaręczyny przez kolejne lata aż do dnia, w którym podjęliśmy decyzję o ślubie. Dlaczego zdecydowaliśmy się na ten krok? Dlaczego właśnie w tym okresie trwania choroby? Ślub to umocnienie nas i naszego związku, realizacja naszych marzeń. Kochamy się, zakochaliśmy się w sobie w trakcie mojej choroby, przeszliśmy od momentu poznania naprawdę wiele. Z czasem zniknął niepokój, co z nami później będzie, po moim przeszczepie. Przeszłam dwa autoprzeszczepy, każdy z nich był inny, lecz jedna rzecz była stała – moja siła napędowa do walki, czyli Maciej. Pragniemy realizować wszystkie nasze marzenia. Po co czekać? Czekać aż mi włosy podrosną do wymarzonej długości lub sińce pod oczami będą mniej widoczne? Nie. Liczy się i zawsze liczyło to, co nas połączyło, to, co mamy w środku. Wygląd to tylko taka oprawa, zmienia się, ale nasze uczucia są stałe. Mimo że ślub niewiele zmienił, zarówno przed, jak i po nim jest na tak samo dobrze razem, to jednak wstaję każdego dnia z jeszcze większym uśmiechem na twarzy, bo wiem że mamy siebie i nikt nam tego nie odbierze, a tym bardziej żadna choroba. Było warto. Justyna Kaszycka (dawniej Husarek)

*

Jeżeli potrzebujecie więcej informacji o akcji, kontaktu, macie jakieś pytania - piszcie @ do mnie. (ksena@op.pl)

Zawirusujmy sieć dzisiaj, jutro i pojutrze!
To nic nie kosztuje, a może pomóc tylu ludziom!

♥♥♥

wtorek, 15 kwietnia 2014

Pytania na luzie... i wyrzucanie stresu.


I love you.


Dawno nic nie pisałam na probiotykowym blogu. Myślę, że nie ma takiej potrzeby.
Dzisiaj stawiam pytania na tzw. luzie. Kto ma ochotę może podzielić się swoimi myślami. Mogą być anonimowe wpisy. Najciekawsze myśli umieszczę jako post.

Pytania:

1. Czy lubisz święta np. Wielkanocne?
Jeśli Tak - dlaczego?
Jeśli NIE - dlaczego?
(może być bez uzasadniania - dlaczego?)

2. Jakich tematów nie lubisz poruszać w towarzystwie, a zazwyczaj musisz je wysłuchiwać?

3. Kto wg. Ciebie jest odpowiedzialny za Twoje zdrowie?

Pytania te niech posłużą jako forma oczyszczenia, wyluzowania się, np. dla tych, którzy mają przedświąteczny stres lub ....  jakikolwiek stres.

Wrzucamy stresy w komentarze.

  

sobota, 16 listopada 2013

Moringa prosto z Polski

Moringa na zdjęciu poniżej przybyła z Polski, rośnie sobie od niedawna właśnie w Polsce. Przybyła tutaj do mnie za sprawą  Pana Zet, który jak widać lubi nie tylko Miniówki, Szorty... ale i Moringę. Z pomocą dobrej ręki swojej mamy, Moringa przyjęła się w domu i ma się jak widać już całkiem dobrze. O tej porze roku Moringa na zewnątrz nie będzie rosła.


Wspominałam już w poprzednim poście, że artystyczne dusze kochają Moringę. Pan Zet to również dusza artysty, bardzo młodziutki pisarz o bogatej osobowości, a w przyszłości bez wątpienia... autor poczytnych bestsellerów. Gdy czytam jego Szorty, Miniówki ( jeżeli myślisz, że szorty i miniówki to tylko ubrania, oznacza to, że jeszcze tutaj nie byłeś - mówi tajemniczy Pan Zet) i inne poważne i mniej poważne opowiadania, wzruszm się do łez nad losami bohaterów. Ostatnio, gdy zasiedziałam się na Pana Zet blogu całą paczkę chusteczek wypłakałam, chociaż beksą nie jestem. Śmięję się również do łez, gdy sobie Pan Zet puszcza wodze fantazji na obserwacji codziennego życia budowanej.
Kto chce bliżej poznać ciekawą osobowość Pana Zet oraz jego już bogatą twórczość - podaję link do bloga - "Poletko Pana Zet - umysłem i sercem pisane" -  http://www.pan-zet.pl/

Pan Zet kocha również scenę, i jak widać na Niespasowani - scena kocha Pana Zet.
Więcej tutaj: http://www.niespasowani.pl/

 
***** &***** 
Liście Moringi są piękne i bardzo wyraziste, ale również bardzo delikatne.  Gdy coś się dzieje, jakiekolwiek zmiany, np. przesadzanie, zmiany temperatury i wilgotności otoczenia, podlewania i nawożenia (karmienia) liście niemal natychmiast reagują - zaczynają żółknąć. Ważny jest odpowiedni drenaż, korzenie nie lubią nadmiaru wody.
 
 Drzewo Moringa ma delikatnę duszę, podobnie jak dusza artysty. Każdy człowiek to delikatna, wrażliwa dusza podlegająca prawom Natury i Wszechświata.
Od drzew i całej przyrody możemy się wiele nauczyć.  Jesteśmy bezwzględnie od Przyrody zależni. Aby istnieć i żyć we względnej szczęśliwości i dobrym zdrowiu powinniśmy postępowć zgodnie z zasadami Natury, czyli przystosować się do jej Praw, szanować je i respektować.
Pielęgnowanie i obserwacja rozwoju  Moringi (lub innej roślinki) to dobry moment do refleksji i medytacji nad życiem i jego regułami, przyrodą i zjawiskami w niej występującymi.
 
 
Drzewo Moringa podobnie jak każda żywa istota ma wrażliwą strukturę (duszę) również  przepełnioną miłością i siłą obdarowywania. Filiżanka herbaty ze świeżych liści Moringi to prawdziwy zastrzyk energii.
W domowych warunkach warto w odpowiednim momencie przycinać górne pędy drzewka, aby nie rosło zbyt wysokie. Będzie wówczas miało więcej liści, z których możemy korzystać podobnie jak z parapetowego zimowego ogródka ziołowo-warzywnego.
 
Wg. legendy dotyczącej herbaty, 3000 lat temu, utrudzony wędrówką chiński cesarz Qin Shennung odpoczywał właśnie na wzgórzu i popijał przegotowaną wodę, kiedy do naczynia z wodą wpadło mu kilka listków nieznanej rośliny. Napój zmienił smak, zachwycił aromatem i barwą. Przy tym cesarz odczuł, że wracają mu siły i poprawia się nastrój. Nakazał więc, aby odszukać roślinę, która daje taką moc, i uprawiać ją na cesarskim dworze.

Legenda legendą, ale dzisiejsze naukowe badania potwierdzają niezwykłe właściwości terapeutyczne wielu roślin.
Świeże liście Moringii, a także ususzone na proszek mają tych właściwości bardzo dużo i górują nad innymi roślinami jeśli chodzi o bogactwo witamin i minerałów.

Herbatka z liści Moringa + listek mięty + parę kropel soku z cytryny
 
proszek z ususzonych liści Moringi - można go kupić w aptece
 
Troszczmy się z miłością o przyrodę i czerpmy pełną garścią zdrowie i siłę z jej hojnej natury.

środa, 30 października 2013

Moringę kochają bezinteresownie wielcy artyści.

Drzewo Moringa jest uważane za "Drzewo Życia". Podziwiają i badają Moringę nie tylko naukowcy i lekarze,  zachwycają się nią również artyści. Jednym z nich jest znany artysta rzeźbiarz, profesor John Newling.

John Newling, The Miracle Trees (Moringa Oleifera), 2010. Image courtesy of the artist.
John Newling, The Miracle Trees (Moringa Oleifera) 2010. Photo

John Newling jest profesorem rzeźby i instalacji w Nottingham Trent University, realizującym projekty na duża skalę również w przestrzeniach pozagaleryjnych – w kościołach, bankach, hotelach, na ulicach, targowiskach. U podstaw realizacji artysty leży rygorystyczne myślenie konceptualne, uwzględniające przestrzeń architektoniczną, substancję materiału i precyzję wykonania. Tematem penetrowanym przez twórcę w najnowszych pracach są przejawy i związki między wiarą i pieniądzem, wartościami duchowymi i materialnymi. John Newling wystawiający w największych muzeach świata jak MOMA w Nowym Jorku czy Tate Modern w Londynie, pracuje obecnie nad kilkoma projektami w USA (Metropolitan Museum of Modern Art w Nowym Jorku, Muzea Sztuki Współczesnej w San Francisco i Filadelfii), w Niemczech, Korei i Wielkiej Brytanii. Jest autorem wielu publikacji z pogranicza teorii sztuki i filozofii.

Artysta rzeźbiarz gościł również w Polsce na konferencji w Kielcach i dzięki stronie Stowarzyszenie Architektów Polskich udało mi się zaczerpnąć trochę informacji z jego działalności. W j. angielskim jest wiele stron poświęconych niezwykłej twórczości Johna; szczerze - nie czuję się na siłach, żeby je dobrze przetłumaczyć.
W ramach konferencji zaprezentowana została również książka prof. Johna Newlinga –   Istotny stan dezorientacji   – zbiór esejów o tematyce z pogranicza teorii sztuki i filozofii, zainspirowanych  pobytem artysty w Kielcach. Pięknie wydana, staraniem kieleckiego oddziału SARP, dwujęzyczna, ilustrowana książka, proponuje czytelnikowi zbliżenie się do sztuki angielskiego konceptualisty. Artysta w swoich działach proponuje widzowi przeżycia liminalne pozwalające „tajemnicy” przeniknąć na chwilę, ale w sposób pozostawiający ślad, do życia codziennego.
Informacje  ze strony:
Stowarzyszenie Architektów Polskich

W marcu 2010 roku John Newling we współpracy z Bronisławem Szerszyńskim (Lancaster University) rozpoczął pracę nad uprawą drzewa Moringa, które, dzięki swoim niezwykłym właściwościom, zostało określone jako najbardziej hojne drzewo świata. Uprawę, obserwację i wszelkie badania John Newling prowadził w swojej pracowni - link pod filmikiem.
(kod, gleba, życie).
Dla tych, którzy znają angielski jest dobra okazja, aby z pierwszej ręki zaobserwować, nauczyć się i ewentualnie uprawiać oraz korzystać z bagactwa Drzewa Moringa. Artysta opisywał swoje obserwacje badań na blogu Miracle Tree: http://miracletrees.wordpress.com/
 (zapisy z obserwacji  16-tygodniowej w dniach 22 Jan - 27 Mar 2011) . Można użyć Translatora.
Jest to pierwszy przypadek badania w którym brał udział...  artysta.
Inny przypadek sukcesu w uprawie drzewa znany jest w Wielkiej Brytanii - Eden Project w Kornwalii.

W filmiku możemy zobaczyć z jak wielką pasją i poetyckim podejściem John traktuje cudowne drzewo - Moringę.
Mam nadzieję, że pewnego dnia, ktoś biegły w tłumaczeniu przetłumaczy ten filmik.



John Newling zapisał swoje badania nad Cudownym Drzewem na blogu. Badania prowadził w studiu
 w  Nottingham Contemporary, w dniach 22 Jan - 27 Mar 2011 roku.

Dla bardziej zainteresowanych jeszcze jeden filmik. To przegląd ciekawych prac artysty. Wiele jest eksponatów Moringi, innych roślin również, gdyż pasją artysty jest środowisko, przyroda, życie, natura. Rośliny komponuje i postrzega jako dzieła żywej sztuki.
http://youtu.be/MkuShv-GPNo


To moje skromne 2 Moringi, ostatnio posadzone, które niespodziwanie wzeszły z zeszłorocznych, najbardziej zasuszonych, mizernych ziaren. Mam nadzieję, że uda im się przezimować w pokoju.

Większa ma 1,5 tygodnia, malutka zaledwie 2 dni.


Co robimy, aby poczuć się lepiej - John Newling

czwartek, 17 października 2013

Świeże i suszone liście Moringi.




Autor książki (e-book) "All Things Moringa - The Story of an Amazing Tree of Life", wielki pasjonat drzewa Moringi - Hiawatha Bey, tak zaczyna swoje opowiadanie.
"Drzewo Moringa jest jednym z najbardziej niesamowitych  roślin jakie kiedykolwiek
napotkałem. Chociaż to może brzmieć sensacyjne, ale właściwości odżywcze i lecznicze Moringi
mają ogromny potencjał, aby zakończyć niedożywienie, głód, jak również zapobiegać i leczyć
wiele różnorodnych chorób na całym świecie.
Moringa jest naprawdę cudowną rośliną i darem Bożym dla odżywienia i uzdrowienie człowieka. Roślina ta ma tak wiele zastosowań i specjalne cechy, że trudno mi wiedzieć, od którego miejsca zacząć dzielić się swoją wiedzą".
Tyle autor tytułam wstępu.

Nawet gdyby ująć połowę benefitów Moringi, pozostała połowa kwalifikuje ją do miana daru Bożego, szczególnie potrzebnego w dzisiejszych trudnych czasach.

W dzisiejszym poście przytoczę na podstawie w/w książki (i nie tylko tej) znaczące składniki odżywcze zawarte w świeżych i  suszonych liściach Moringi. Jak łatwo zauważyć suszone liście/proszek mają tych składników znacznie więcej od  świeżych liści.



Zawartość Vitamin i Minerałów w proszku Moringa
Wszystkie wartości podano w przeliczeniu na 100 g części jadalnej.

                             Świeże liście           Suszone liście
Carotene (Vit. A)   6.78 mg                    18.9 mg
Thiamin (B1)         0.06 mg                    2.64 mg
Riboflavin (B2)      0.05 mg                    20.5 mg
Niacin (B3)            0.8 mg                      8.2 mg
Vitamin C              220 mg                     17.3 mg
Calcium                 440 mg                     2,003 mg
Calories                 92 cal                        205 cal
Carbohydrates       12.5 g                        38.2 g
Copper                  0.07 mg                     0.57 mg
Fat                         1.70 g                        2.3 g
Fiber                     0.90 g                        19.2 g
Iron                       0.85 mg                     28.2 mg
Magnesium           42 mg                        368 mg
Phosphorus           70 mg                        204 mg
Potassium             259 mg                      1,324 mg
Protein                  6.70 g                        27.1g
Zinc                      0.16 mg                     3.29 mg


Zawartość aminokwasów w proszku Moringa
Wszystkie wartości podano w przeliczeniu na 100 g części jadalnej.

                    Świeże liście       Suszone liście
Arginine           406.6 mg           1,325 mg
Histidine           149.8 mg            613 mg
Isoleucine         299.6 mg            825 mg
Leucine             492.2 mg            1,950 mg
Lysine               342.4 mg            1,325 mg
Methionine       117.7 mg            350 mg
Phenylalinine    310.3 mg           1,388 mg
Threonine         117.7 mg            1,188 mg
Tryptophan       107 mg              425 mg
Valine               374.5 mg           1,063 mg


Sproszkowane liście Moringi uchodzą za bardzo dobry, odżywczy dodatek właściwie do każdego rodzaju jedzenia.
Potrzeba około siedem kilogramów świeżych liści Moringa, aby otrzymać zaledwie jeden kilogram proszku.
 Należy być świadomym, że Moringa proszek to silny proszek. To jest jedzenie, a nie lekarstwo na wszystko.
Nasze ciało jest najlepszym wskaźnikiem w jakich ilościach spożywać proszek Moringa.
Większość osób zażywa 1 łyżeczkę dziennie, sporo osób zażywa 1 łyżkę dziennie.  Bywają również takie osoby, które spożywają proszek 2-3 razy dziennie.
Ja zażywam 1 łyżeczkę z zielonym szejkiem, zazwyczaj 2-3 razy w tygodniu 1 raz dziennie. Robię też małe przerwy od czasu do czasu, jeśli mi się znudzi.
Sugeruję zaczynać od mniejszych dawek. Ja zaczynałam od 1/2 łyżeczki przez bardzo krótki okres - 2 lub 3 dni. Od wiosny zażywam Moringę proszek i jestem pewna, że dla mnie jest pomocny. Nie miałam w tym czasie żadnych problemów z brakiem witamin, czuję się bardzo dobrze. Mimo, że zmarzłam, zmokłam ostatnio, katary i inne jesienne przypadłości narazie mnie ominęły.

Jak już wspomniałam Moringa Proszek to nie jest lekarstwo na wszystko. Nic nie pomoże Moringa, ani inny cudowny elixir czy lekarstwo, jeśli będziemy źle się odżywiać na codzień, nie będziemy się ruszać i do tego stres będzie naszym codziennym towarzyszem, czyli jeśli sami nie zadbamy o siebie.
To, że nie jemy mięsa, że mamy cudowny sprzęt sportowy, chodzimy w miarę regularnie na siłownię też nie jest wskaźnikiem, że należycie troszczymy się o nasze zdrowie.

Uwaga!
Ponieważ suszone liscie Moringa to proszek o silnym potencjale, wskazane jest zaczynać spożywanie go POWOLI, zaczynając od małych dawek i zwiększać je w miarę upływu czasu.
Osoby cierpiące na poważne schorzenia najlepiej jeśli skonsultują się z lekarzem prowadzącym!